pl
A A A

Willowy Update 29.05.2020

Od dziś rozpoczynamy nasz nowy cykl „Willowy Update” czyli sprawdzamy, co w trawie piszczy, a dokładnie  – co słychać w Willi Decjusza.

W każdym miesiącu będziemy opowiadać o tym, nad czym pracujemy, co nas zajmuje, co planujmy pokazać i zaproponować krakowianom w najbliższym czasie. A nasz willowy przegląd wydarzeń będziemy budować wokół 3 słów: HASŁO MIESIĄCA, OSOBA, WYDARZENIE.

HASŁO: KULTURA W KRYZYSIE

Jaki jest status kultury i oferta kulturalna w okresie pandemii i czy w związku z zaistniałą sytuacją kultura ma kłopoty?

prof. Dominika Kasprowicz, dyrektorka Instytutu Kultury Willi Decjusza: Sporo już napisano o społecznych i ekonomicznych skutkach pandemii, choć nie widać jej końca i na kompleksową ocenę efektów trzeba będzie poczekać. Sektor kultury jest papierkiem lakmusowym czasu kryzysu, bo wielotygodniowa izolacja odbija się negatywnie w wielu jego obszarach. Instytucje i ludzie kultury tworzą przecież „dla” i „w” interakcji z publicznością, tzw. produkty kultury są immanentną częścią i spoiwem wspólnot, do których przynależymy. Dlatego,  pozbawieni możliwości bezpośredniego kontaktu z odbiorcami managerowie kultury i twórcy muszą podjąć wyzwanie zakwestionowania swojej „tożsamości” i odpowiedzi na pytania np. na ile ich misja uwzględnia wyzwania XXI, jak właśnie COVID-19, na ile są elastyczni w sposobie pracy i formach ekspresji, , czy zbudowali wspólnotę, która przetrwa próbę czasu.

Oferta kulturalna dużych miast, jak Krakowa, była bardzo bogata, ale była to oferta w swojej formie dość jednorodna, stawiająca na duże projekty i wydarzenia, na dotarcie do jak największego grona odbiorców, a teraz cele i możliwości sektora diametralnie się zmieniły. Na zaistniałą sytuację, podobnie jak na koronawirusa szybko nie znajdziemy remedium.  A jest to o tyle trudne, że dzieje się to w warunkach wielkiej niepewności. W ekonomii mamy dwa pojęcia: ryzyka i niepewności. Różnica polega między nimi na tym, że prawdopodobieństwo wystąpienia ryzyka da się oszacować, a niepewność to jest zjawisko możliwe do wystąpienia, ale nie wiemy, z jakim prawdopodobieństwem. Tak więc działanie w warunkach dużej niepewności to jest teraz codzienność każdego obywatela, ale też codzienność tych, którzy tworzą różne propozycje – także w kulturze.

Co zmienia w logice zarządzania kulturą taka długa izolacja?

DK: Pamiętajmy, że priorytetem dla wielu krakowskich instytucji kultury jest zarządzanie zabytkami, dziedzictwem kulturowym i prowadzenie swoich narracji w oparciu o miejsce, o określoną przestrzeń. W sytuacji, kiedy to nie jest fizycznie możliwe, pojawia się pytanie, jak dalej realizować swoją misję. Można powiedzieć – nic prostszego – wirtualny spacer po Willi Decjusza,nad którym zresztą teraz pracujemy, ale z drugiej strony – wierzę, że organoleptycznego doświadczenia przestrzeni nie można  i nie powinniśmy chcieć zastąpić.Nawet jeśli da się wypuścić online warsztaty, spektakle, koncerty, to nie można nastawiać się na to, że osiągnie się te same, wielowarstwowe efekty. Takim przykładem synergii w Willi Decjusza był ubiegłoroczny projekt, gdzie zaprosiliśmy do współpracy, w charakterze przewodników po obiekcie zabytkowym, osoby niedowidzące i niewidome. Dla obydwu stron to było wyzwanie i ta współpraca przyniosła niesłychane efekty. Willa Decjusza „widziana”, doświadczana  przez nowego typu przewodników odkryła przed nami to miejsce na nowo. Przykład jest może skrajny, ale dobrze obrazuje potencjał bezpośredniego obcowania z wytworami kultury.

Wszyscy mówimy o kryzysie, zachwianiu równowagi, trudnościach. Ale spróbujmy poszukać w tej sytuacji pozytywów – jakie są zalety takiego stanu rzeczy? Co dobrego może ta sytuacja przynieść kulturze, instytucjom kultury? A może już coś pozytywnego przyniosła?

DK: Pół żartem mogę powiedzieć, że przyniosła dwumetrową, obowiązkową przestrzeń, pustkę, w której musimy się odnaleźć między doświadczeniem braku a poczuciem więzi, solidarności. Trochę desperacko uzupełniana jest ona przez instytucje kultury w nowych formatach online, desperacko, bo trudno konkurować o uwagę z wytworami internetowej popkultury jak Netflix, trudno po tygodniach zamknięcia konkurować z możliwością spędzenia czasu na łonie natury. Trudno w krótkim czasie przeprofilować całe segmenty i firmy związane z branżą kreatywną.

Ale jak mantra wraca teraz hasło, że kreatywność zaczyna się tam, gdzie pojawiają się ograniczenia. Więc to jest ten pozytywny wymiar obecnego kryzysu, który uwalnia pokłady energii, często w grupach, osobach, częściach zespołu, które nie miały do tej pory możliwości ujawnienia swego potencjału. To są często drobne projekty, niskobudżetowe, jak akcja literacka „Mocno wypieczone frazy” Krakowskiego Biura Festiwalowego,  które są po prostu fajne, które pobudzają dobre emocje i podtrzymują więzi lojalności i empatii. Taki cel mieliśmy i my przygotowując m.in. cykl Villa Artis Online, a w nim miniatury muzyczne wykonywane przez krakowskich artystów w opustoszałych salach Willi.

A jak z wyzwaniem jakim jest pandemia radzi sobie IKWD?

DK: Prowadzimy w Willi działalność bardzo szeroką, wymykająca się definicji klasycznych form instytucji kultury.  To jest nasza wartość – łączymy wiele formatów w elastyczny sposób. W „normalnych”  warunkach robimy wystawy plenerowe i wewnątrz, festiwale, koncerty kameralne i większe, warsztaty, debaty. Jesteśmy centrum literackim, wydajemy publikacje – elastycznie dobieramy karty do tego pasjansa, którym jest hasło przewodnie Willi - miejsca spotkań międzykulturowych. I w czasie pandemii kontynuowaliśmy swoją działalność, skupiliśmy się na zabytkowym obiekcie, w którym można było przeprowadzić niezbędne prace, równocześnie przebudowywaliśmy program Instytutu, część programów przenosząc do Internetu, jak lipcowy Festiwal Wielokulturowy, projekt edukacyjny dla dzieci i młodzieży Dukaty Decjusza czy Letnią Akademię pisania scenariuszy gier komputerowych. Zmieniając organizację wydarzeń w Willi i wokół niej, pracujemy niestudzenie nad nowymi projektami –w przygotowaniu jest m.in. Seria Wydawnicza IKWD czy program studiów podyplomowych związany z ochroną dziedzictwa kulturowego. Pracy nieustannie jest dużo.

Jak się pracuje w instytucji kultury, która robi dużo projektów angażujących odbiorców, wchodzi bezpośredni w kontakt z publicznością, a teraz nie ma na to szans?

DK: To dla każdej osoby działającej w sektorze kultury, w branżach kreatywnych trudne doświadczenie. Jednak szeroko rozumiana kultura tworzona jest przez ludzi i dla ludzi. Nie istnieje w oderwaniu od człowieka, a formy konsumpcji mediów, sposoby użytkowania Internetu są dla każdego regionu świata różne, ale mają też dużo ograniczeń. Kontakt z publicznością w przestrzeniach dziedzictwa jest bardzo trudno zastąpić czymś innym i bez człowieka w tych instytucjach pracuje się trudno. Była ta słynna akcja na granicy polsko-czeskiej, gdzie po dwóch stronach rzeki wywieszano transparenty po polsku i czesku: „Tęsknię za Tobą Polaku”, „Tęsknię za Tobą Czechu”. Chciałoby się wywiesić wielki baner na Willi:  „Tęsknimy za Wami bywalcy, uczestnicy, uczniowie, artyści, seniorzy, nowi krakowianie”.

Ostatnie pytanie w nawiązaniu do kolejnych etapów „odmrażania”. Czy ważniejsza jest wizyta u fryzjera czy w kinie?

DK: Rozumiem tych, którzy nie chcą – a wręcz nie mogą, czy nie mogliby – pójść do muzeum, teatru, kina, a nawet kina samochodowego nieostrzyżeni, a poważnie mówiąc – to nie są aktywności konkurencyjne – one się raczej uzupełniają. To, że łatwiej było znaleźć receptę na otwarcie małych punktów usługowych, z których mogą korzystać osoby pojedynczo niż receptę dla wielkiego i bardzo złożonego sektora, nastawionego na interakcję z masami wręcz, to mnie nie dziwni. Co nie zmienia faktu, że w tej piramidzie potrzeb społecznych widzianych z perspektywy socjotechniki czyli sprawnego zarządzania całym państwem czy miastem istnienie sfery kultury jest niezbędne. Kultura, twórcy kultury objaśniają świat, oswajają trudne emocje. Kultura to wypracowana bezpieczna przestrzeń, w której mogą katalizować się trudne emocje. Emocje, które przynależą nie tylko jednostkom, ale całym społeczeństwom. To nie jest oczywiście tak, że receptę na wszystko będzie miał aktor teatru, albo dyrektor wielkiego festiwalu, ale to jest część, taki puzzel układanki, która już była prawie gotowa i się rozsypała. My teraz w innych okolicznościach – nie na wygodnym stole, tylko ruchomej przestrzeni – próbujemy ją na nowo poskładać. Ona się ciągle rozsypuje, ale bez tego puzzla nie będzie kompletna.

OSOBA: JACEK WOŹNIAKOWSKI

DK: W tym roku minęła setna rocznica urodzin prof. Jacka Woźniakowskiego, wybitnego krakowianina, pisarza, eseisty, publicysty, wydawcy, tłumacza literatury pięknej. Jacek Woźniakowski to osoba niezwykle ważna dla historii Willi Decjusza – to ojciec konceptu, demiurg tworzącej się „Akademii Europejskiej”, jaką miała być na początku Willa Decjusza. Odnowienie Willi miało kilka wymiarów, impuls odnowieniu Willi dała Wisława Szymborska i Karl Dedecius, ale to Jacek Woźniakowski, który w 1991 roku był prezydentem Krakowa, pomógł w znalezieniu środków finansowych (we współpracy z ministerstwem i Fundacją Współpracy Polsko-Niemieckiej) i wraz ze znamienitymi przedstawicielami świata nauki i kultury, powołał do życia stowarzyszenie, które przez 25 lat Willą się opiekowało. Przedsięwzięcie to było unikatowe na skalę Polską i jednym z nielicznych mi znanych przykładów w Europie, gdzie w warunkach doktryny szoku, neoliberalnego wstrząsu, w czasach nieistniejącego jeszcze w Polsce trzeciego sektora organizacja pozarządowa zarządzała, utrzymywała i skutecznie rozwijała przez 25 lat prestiż i ofertę takiego miejsca. Z wielu powodów był bardzo udany eksperyment.

WYDARZENIE: VILLA ARTIS ONLINE

DK: Villa Artis Online to projekt, który ma na celu popularyzację dziedzictwa sztuki europejskiej i polskiej w wirtualnej przestrzeni. Pomysł na miniatury muzyczne, które powstały i powstają w ramach tego cyklu to był odruch serca. W szczycie izolacji, kiedy coraz mniej można było zrobić, a sale Willi opustoszały, pomyśleliśmy, że dobrze byłoby, żeby ktoś je ożywił. W opustoszałych przestrzeniach willowych pojawia się artysta, który to miejsce zna, w którym już kiedyś koncertował w wypełnionej sali i proponuje swoją interpretację utworu, zabierając nas w muzyczną podróż. Starannie dobieraliśmy artystów, których zaprosiliśmy do tego projektu – każdy z nich wybrał też repertuar, który  jest związany z samą Willą. Pianistka krakowska Izabela Jutrzenka-Trzebiatowska zagrała Fryderyka Chopina, nawiązując do salonu, jaki organizowała w Willi Decjusza księżna Marcelina Czartoryska, uczennica Chopina, która zdobyła europejską sławę jako niezwykle utalentowana i jedna z najznakomitszych interpretatorek jego utworów. Druga miniaturę, graną na arabskim instrumencie ud przygotował Wassim Ibrahim, nowy krakowianin, muzyk urodzony w Damaszku, który zagrał i zaśpiewał pieśni arabskie na tle pięknych willowych orientalnych fafli. W czerwcu posłuchamy z kolei dwóch miniatur fortepianowych na lewą rękę w wykonaniu młodego utalentowanego pianisty i pedagoga – Piotra Różańskiego.

Ten nasz projekt to taki „CovidSolitude” – brzmienie z serca w psutej sali. Wiele osób czy instytucji taki pomysł zrealizowało – baletnica w parku, zwiedzanie wystawy jednego obrazu przez okienko – ale kiedy my to w Willi wymyślaliśmy, niczego podobnego jeszcze wtedy nie było. Ten nasz pomysł na koncert to z jednej strony oczywiście próba włączenia się w akcję wspierania lokalnych twórców kultury. A z drugiej i chyba, co istotniejsze – koncert w pustych przestrzeniach to swego rodzaju manifest – werbalizacja tęsknoty za odbiorcą, gościem.
Ta strona używa plików cookies dowiedz się więcej