pl
A A A

Nadia Bailey - "Późny maj", "Wszędzie, gdzie dotąd byłam" 14.10.2019

Późny maj

Late May

 
Now autumn comes: a dim, unfocused veil
before the keen eye of winter turns the sky

                                                                to milk glass.

This season is a half-life: a hymn before the evensong.

No rain, just damp shadows on damp earth,
and a blue constellation rising:

the scattered head of a dandelion.   


Nadia Bailey
Późny maj

 
I przychodzi jesień: mglisty, rozproszony woal
przed bystrym okiem zimy zamienia niebo

                                                         w mleczne szkło.

Ta pora jest pół-życiem: hymnem przed wieczorną mszą.

Nie ma deszczu, tylko zawilgłe cienie na zawilgłej ziemi
i wznosząca się, niebieska konstelacja:

rozprysła główka dmuchawca.

 
Tłum. P. Łyżwiński

Wszędzie, gdzie dotąd byłam

Everywhere I have ever been
For Stanislava Pinchuk

You brought the moon down with your fingertips. Autumn
is finding its feet and outside, a heavy rain has stuck every leaf
to the pavement. They are little deaths predicting bigger ones,

or maybe they’re just afterthoughts. The world works best
when viewed from afar. You’re perched nine floors up
at a desk covered in paper, and everything looks beautiful

from there: black umbrellas under tram wires and wrought
iron branches, shallow puddles mimicking the sky. You work
in close-up, in the sillage of memory (sweet and acrid

in the throat, like burned peat and quinine). A story
told in increments, in pin drops, mapped moment to moment
in the weft. Paper towns. Paper moon. A murmuration

of stars over Kharkov, an apiary in Vienna,
the web of Parisian streets: a thousand pin-pricks
in paper. Your moon assembles, and rises again.
Wszędzie, gdzie dotąd byłam
Stanisławie Pinczuk

Ściągnęłaś księżyc koniuszkami palców. Jesień
zadomawia się, a na zewnątrz silny deszcz przybił każdy liść
do chodnika. Są jak małe śmierci zapowiadające większe,

albo może są tylko wątpliwościami. Świat działa świetnie,
gdy patrzy się z daleka. Zasiadasz dziewięć pięter wyżej
przy biurku pokrytym papierem i wszystko wygląda stąd

pięknie: czarne parasolki pod trakcjami tramwajów i gałęzie
wykute ze stali, płytkie kałuże przedrzeźniające niebo. Pracujesz
w zamknięciu, w pozapachu pamięci (słodkim i drażniącym

gardło, jak spalony torf i chinina). Historia opowiedziana
w przyrostach, w pinezkach, mapowana w wątku chwila
za chwilą. Papierowe miasta. Papierowy księżyc. Stado

gwiazd nad Charkowem, pasieka w Wiedniu,
sieć paryskich ulic: tysiące ukłuć pinezki
na papierze. Twój księżyc się zbiera i wschodzi na nowo.


Tłum. P. Łyżwiński
Ta strona używa plików cookies dowiedz się więcej